Międzyrzec Podlaski

Kirkut, o którym wspomina Aleksandra, jawił mi się (a piszę o latach 1955-1960) jako miejsce tajemnicze, niedostępne, a wręcz - zakazane. Zjeżdżając na sankach w dół powojennego leja bombowego (wówczas był on usytuowany naprzeciw bramy wejściowej), nie zastanawiałem się że jest to milczący świadek ale nie naturalnej kolei niektórych ludzkich losów. Mój ówczesny wiek (6-11 lat), nie był odpowiednim czasem aby ogarnąć rozumem dziecka to, co za 5 lat stało się moim udziałem. Mam na myśli świadomość że urodziłem się i mieszkam w mieście naznaczonym stygmatem zbrodni i straszliwego ludzkiego cierpienia. Mam do dzisiaj wyrzuty sumienia że wówczas, na popularnych "glinkach" i "mogiłkach" (dzisiaj te miejsca okupuje dworzec autobusowy a po drugiej stronie ulicy Zarówie - pawilon meblowy wybudowany za Gomółki), bawiliśmy się z kolegami w dołach z żółtym piaskiem pośród doczesnych, ludzkich szczątków. Ktoś te doły wówczas kopał. Po co to robił? Po piasek do celów budowlanych zapewne. Na nas dzieciakach, ludzka czaszka, piszczel czy miednica, robiły olbrzymie wrażenie ale przechodziliśmy nad tymi znaleziskami do porządku dziennego - czyli do zabawy. Dorośli pieczołowicie chronili nasze dzieciństwo bagatelizując natarczywe dopytywanie się. Babcia zakazała zabaw w tym miejscu, ale jak to z dziećmi bywa - nie skutkowało. Sens niestosowności naszych zachowań dotarł do mnie dopiero, gdy "dorosłem do tematu" i dowiedziałem się wiele o wojennej przeszłości mojego rodzinnego Międzyrzeca. Drastyczność owych opowieści o getcie, o furmankach ze zwłokami zbieranymi z ulic i z obejść gospodarskich, o krwiożerczości i bestialstwie własowców, o wszechogarniającym ludzi STRACHU nie były miłymi lekcjami. To tyle o ŚMIERCI w najohydniejszym wydaniu, której widmo krążyło wokół mojego miejsca zamieszkania, a po przeciwnej stronie ŻYCIE. Życie Tej, której udało się. Tej, której ludzie pomogli. Piszę o Pani Mroczek, samotnej, starszej, z lekka zaniedbanej kobiecie, mieszkającej po sąsiedzku. Milcząca, przemykająca jakby ukradkiem, sprawiająca wrażenie że boi się wszystkich i wszystkiego. Dopiero później przyszło mi zrozumieć że Ktoś Taki jak ONA w takim miejscu i w tym czasie NIE MÓGŁ BYĆ INNY! Nie tam! Była ona jedną z niewielu mieszkanek Międzyrzeca żydowskiego pochodzenia uratowanych z tego piekła. Dzisiaj, po 55 latach od opisywanych wydarzeń, mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć. Tak, brakuje mi Pani Mroczek!


Autor: Hary


Napisz komentarz

Pola oznaczone * muszą zostać wypełnione.


If you have trouble reading the code, click on the code itself to generate a new random code.
 
ZebŻYDowski
Comment
Re:
Komentarz:4 , śro luty 17, 2010, 15:00:03
Jezu! Tak, kości ludzkie! I ja to widziłem w moim mieście i tez nikt mi nic nie wyjaśnił.
Wtedy było to dla mnie nieludzkie bowiem widziałęm jak chrześcijanie czczą groby bliskich, żołnierzy czy dalszych a nawet nieznanych sobie ludzi. Jak na święto zmarłych porządkuje sie nawet zaniedbany grób a na Wigilie zostawia pusty talerz dla nieznajomego.
Blanka Batura
Comment
Re:Kirkut
Komentarz:3 , nie luty 07, 2010, 19:43:56
Przepraszam-Kirkut a nie kierkut (literówka)
Blanka Batura
Comment
Kierkut
Komentarz:2 , nie luty 07, 2010, 19:40:52
Ten kierkut, o którym wcześniej wspomniałam, jeszcze istnieje.Jako dzieci, chodziliśmy tamtędy-a raczej przebiegaliśmy- do domku babci w Ciechanowie, na ul.Pułtuską. Domku już nie ma, kierkut jeszcze jest-otoczony blokami.
Aleksandra Wójcik
Comment
Re:
Komentarz:1 , nie luty 07, 2010, 17:00:58
Chciałam tylko napisać, że pamiętam o tym, żeby napisać coś więcej o historii Międzyrzeca. I napiszę. Mam już ferie, odpowiedni tom Roczników i niebawem się do tego zabiorę.