Auschwitz

Jerzy Bielecki

39 róż dla Cyli. Po jednej za każdy rok rozłąki.

Jak musi się czuć człowiek, który zakochuje się w kobiecie będąc w Auschwitz, ratuje ją z obozu, traci ją na 39 lat, uznając, że nie żyje, by wreszcie spotkać ponownie? Czy spogląda na te lata bez niej jako na stracony czas? Czy podejrzewa los o figla? Czy porównuje swoje miłości?

Jerzy Bielecki, więzień numer 243, poznał ją w obozowym młynie. Mogli wymieniać ze sobą kilka słów dziennie. Czasem przez dziurę w desce, czasem ukryci za śmietnikami, gdy przekupieni strażnicy odwracali wzrok. Czy Jurek zakochał się w niej, gdyż odnalazł bratnią duszę, czy też jego 19 letnie serce pragnęło po prostu bliskości z kobietą? 

Tą kobietą była Cyla Stawiska - Cybulska. Żydówka z Łomży. Śliczna. Tylko takie Żydówki trafiały do obozu macierzystego Auschwitz z Birkenau. Młode, silne, ładne. Mieszkała w murowanym bloku, tym samym, w którym mieszkały Niemki, w suchej celi. Została przydzielona do pracy w młynie. Na swoje szczęście. Nie tylko ze względu na niespodziewany w tych warunkach romans. Lecz przede wszystkim dlatego, że pewnego dnia Jurek wziął ją za rękę i najzwyczajniej w świecie wyprowadził przez główną bramę obozu do wolności. Do życia, które w jej przypadku miało potrwać jeszcze 61 lat.

Wcześniej Jurek postanowił, że nie umrą w tych warunkach. Jak psy. Jak bydło. (Takie określenia Jerzy usłyszał od SSmana na swoim pierwszym apelu.) Postanowił, że będą żyć. Cela słuchała go jak majaczącego wariata, jednak on się uparł. "Idź ze mną - namawiał, głaszcząc ją po włosach - "Tu nie masz już nikogo". I rzeczywiście, rodzice Celi oraz jej brat zostali już wcześniej zamordowani w komorze Birkenau.

bielecki

 

Ile tupetu może mieć w sobie zakochany dziewiętnastolatek? Czy wystarczająco dużo, by wziąć za rękę Żydówkę i wyprowadzić ją przez główną bramę Auschwitz sam będąc więźniem?

Jurek miał ten tupet, nie był jednak szaleńcem. Wiedział, że gdyby tylko zbliżył się do bramy zostałby zastrzelony. Przygotował się więc. Przez sześć miesięcy jego kolega, Tadeusz Srogi, numer obozowy 178, zatrudniony w magazynie odzieżowym dostarczał mu fragmenty munduru niemieckiego żołnierza. Element po elemencie zebrał się strój w szarży Rottenführera z identyfikacją na nazwisko Helmuth Stehler. Było to nazwisko spalone, gdyż strażnicy znali Stehlera. Chłopcy przerobili je więc na Steiner. 

Wypadki z 21 lipca 1944 roku nadają się powieść Fredericka Forsytha. Jurek przebiera się w mundur SS, w świetle dnia przechodzi przez obóz do baraków Celi, skąd zabiera ją roztrzęsioną i bliską załamania "na przesłuchanie". Wymiania kilka dowcipnych uwag z funkcjonaruszką w mundurze Aufscherin. Wyciąga Celę z budynku i prowadzi ją przez obóz pełen ludzi, więźniów i wartowników w kierunku barmy głównej. Legitymuje się strażnikom, czeka na sprawdzenie dokumentów, po czym odchodzi z dziewczyną w siną dal.

Dzięki niemu napis Arbeit Macht Frei nabiera swojego pierwotnego znaczenia.

Kochankowie rozstają się wkrótce w Krakowie. Cela ukrywa się do końca wojny we wsi Przemęczany-Gruszów u rodziny Czerników, a Jerzy przystępuje do zbrojnej organizacji podziemnej, w której walczy do końca wojny.

Oboje przeświadczeni nawzajem o swojej śmierci układają sobie życie z innymi ludźmi. Zakładają rodziny. On w Polsce. Ona w USA. Ona co roku zapala mu świeczkę. On szuka jej nieustannie. Zobaczą się ponownie 8 czerwca 1983 roku na lotnisku w Warszawie. 39 lat po rozstaniu.

Jerzy Bielecki umiera 20 października 2011 roku w Nowym Targu. Miłość nie umiera nigdy.

--------------------------

http://www.jerzybielecki.com/kto-ratuje-jedno-zycie.html


Autor: Rafał Betlejewski


Napisz komentarz

Pola oznaczone * muszą zostać wypełnione.


If you have trouble reading the code, click on the code itself to generate a new random code.