Pułtusk

Też mi brakowało całych pokoleń Żydów w moim otoczeniu gdy dorastałam, gdy mieszkam, mieszkałam w Polsce, nie wiem skąd liczba 2000 000 w mojej głowie ale z tego powodu uznawałam za stracone jakoś te moje znajomości, bez przyjaciół, bez pokoleń, była i powstawała jedna wielka dziura w moim Życiu, jakby ktoś mi zabrał to dzieciństwo i wogóle normalny wzrost, sama i pewnego dnia, gdy sięgnęło to bólu dosyć ostrego i głębokiego, bo jak przywrócić to, jak przywrócić coś czego już nie ma jak wypełnić i zapełnić tą pustkę, której nie można.

Bóg leczył moje serce przez kilka lat i prawie ono uległo wyleczeniu, natchnęło mnie to do napisania niejako wyznania lub oświadczenia lub odezwy skoro nie ma nikogo to ja Żydem w to miejsce - wiem, może to jakieś nie jest w sumie zjadliwe ale kto ma wypełnić pustkę lub coś czego nie było - żadnego dzieciństwa żadnych znajomych i przyjaciół.

Tęsknota za Żydem, który by mi opowiedział o Bogu, była od wczesnych lat mego dzieciństwa, zawsze sobie wyobrażałam, że gdy spotkam jakiegoś Żyda, to ja spytam o to, o co zaczęłam w rezultacie z braku ludzi pytać moją rodzinę ale nikt nie wiedział... i nie wiedział a to i mnie dosyć zdziwiło skąd mi te pytania przychodzą, nie mniej zaskoczona ciocia i zdziwiona ja zapewne ale ustawicznie, nieustannie poszukiwałam Boga, a bardzo Go pragnęłam.

Po latach wpadły mi w rękę dwa czasopisma Strendlech'u i byłam zaskoczona i czułam się jakby mi całe dzieciństwo przeszło, o gdybym miała takie czasopisma w domu od dziecka, byłoby inaczej, po jakimś czasie w internecie reklama siduru dla dzieci - nieopisane przeżycie, doświadczenia, całe życie ucieka bez najmniejszej albo jakiejkolwiek znajomości tych rzeczy, które przecież są nasze - przecież gdy ktoś ma duszę żydowską - on nie może bez niej żyć, nie może być kimś innym... ile zła wyrządziły wojny i pogromy...

Ostatnie przeżycie dosyć - nie powiem - okropne było w Auschwitz, gdy wraz z wycieczką na pewnej konferencji rozjechało mnie przy gablotach z ubrankami dziewczynek z pięknymi gwiazdami Dawida, wcześniej widziałam takie o barwie żółto czerwonej i wiedziałam, że ten żótły no i ten czerwony to prawie jak taka jak chyba... od gablot nie mogłam się oderwać - po prostu jeden wybuch płaczu zaplątany z łkaniem, nikogo w tej grupie nie znałam, stłumiłam to ale pozostało jakby nieuzdrowione nieudrożnione - nikt nie uprzedził, że można takie coś doświadczyć. To co czułam i ta tożsamość i to zrozumienie o tym jakby we mnie to uderzyło w moja młodą za czasów dzieciństwa młodą dziewczynę... tak jakby to była sama ja... dlatego ja myślę , że jestem poholokaustową osobą której zabrakło tego żydowskiego dzieciństwa... tylko to... że jakby czegoś zabrakło tam, jakiejś modlitwy... nie mieli czasu, a to były dzieci, dokąd poszły...? przez całe zwiedzanie obozu byłam jakby we mnie trzaśnięto czymś dosyć większym niż mogłam zapanować i byłam jak po jakiejś traumie i nikt mnie nie rozumiał gdy próbowałam pytać o te rzeczy... nie mogłam zablokowało mnie to i zamknęło chyba ale... organizator konferencji zaproponował abym pojechała tam sama, że ja tam muszę pojechać sama.

Pojechałam więc w czwartek. Nie było akurat nikogo prawie w obozie, tylko jakaś policja, w głowie miałam nie wiem skąd jeden numer bloku - myślałam ze to numer tego budynku z tymi gablotami a to był numer pomieszczenia, gdzie widnieje napis o krwi Abla wołającego z ziemi. Nie wiedząc, że wchodzę do środka z wycieczką z Izraela - bo nie zwróciłam uwagi oprócz jednej osoby, mającej za uchem jakiś podkręcany kabelek. Weszłam, pomyślawszy, że wycieczka się będzie przemieszczać i ja poczekam. W środku okazało się, że to jest młodzież Jeruzalemu i za nami zamknięto drzwi. To był piękny czas - zupełnie niespodziewany - czas niesamowity i zupełnie dla mnie oszałamiający i odkrywający, potwierdzający dużo spraw, związanych z nami, dużo by opisywać szczegółów, jednak był to dla mnie czas bardzo ważny i myślę dla innych też, nie wiem czemu miałam tam być i po co.

Potem jeszcze po rozmowie z kilkoma osobami postanowiłam poszukać jednak ten budynek z gablotą, choć bardzo chciałam pójść z nimi i to byłoby fajnie i oni zdawali się tez mnie, ze tak powiemy, wyciągnąć i wsiąść ze sobą, że oczekiwanie było, że ja z nimi będę tam, potem też, po życzeniach ze strony kilku dziewcząt dobrego spędzenia czasu, postanowiłam jednak poszukać tego budynku z gablota ale obchodząc cały teren, no nie znalazłam - okazało się to być jakieś niedobre jakbym marnowała czas i wcale się dobrze nie czułam tam, czułam się niedobrze i źle, jakbym była na terenie nieczystości i jakby bunkrów albo coś w stylu wojen i wcale ten czas nie był dobrze zrobiony, poszłam więc na przystanek autobusowy, bo jednak stwierdziłam, że coraz bardziej marnuję czas i że to nie jest dobra rzecz kontynuować to... postanowiłam więc udać się na przystanek autobusowy, by powrócić do Katowic, do domu. Dopiero w autobusie ja poczułam to i odebrałam taką odnowę, co zostało przysypane i przyprószone jakby popiołem w ostatnim tamtym czasie przez pewnych ludzi i miejsca i czasy zostało na nowo wzbudzone - ogień na ołtarzu - poczułam w sercu i widziałam jakby w sercu ołtarz, na którym płonie znowu ten żarliwy ogień.

Ogień w stronę Jeruzalemu, odnowienie... na nowo ogień płonął, to było niesamowite, ja nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego że ten ogień ktoś mi przyprószył - miałam wrażenie jakby popiołem. Znów się zaczął palić i pomyślałam o tej młodzieży którą spotkałam z Jeruzalemu. Ja żyję i ważne jest to życie i nadzieja, którą powinniśmy się napełniać, być pełnym nadziei na tą przyszłość.. a nadzieja jest żywa . . .

Alicja

 

PS: To jest ciekawa inicjatywa pozbieranie historii i wogóle informacji.

Rodzice zwykle nie opowiadają o wojnie, myśląc, że młodym może będzie lepiej. Jest dużo historii niespisanych i Żydów i Polaków i ich wzajemnych pozytywnych przeżyć i historii.

We wsi, skąd pochodzi moja mama, był żydowski sklep w domu moich dziadków. Początkowo był w osobnym miejscu na początku wsi ale spłonął z niewyjaśnionych przyczyn, przeniesiono go do domu - ludzi do dziś mówią podobno jak ktoś komuś drogę pokazuje tam koło sklepu, jeszcze jest kilka starszych ludzi, co pamiętają ten sklep i mogą coś o nim opowiedzieć, w tamtych okolicach, a byly to okolice Pułtuska było bardzo dużo Żydów, tam było centrum chyba różnych kultur - jest tam specyficzna atmosfera jakby błogosławione ziemie... sklep zamknięto przed wybuchem wojny.

Dodam do tego, że do dziś zbieram taki chleb jakby powszedni i okruchy, uczę się hebrajskiego, czytam lub poszukuję, próbuje odzyskać to i napełnić się tym co jest tożsame i tutaj jest luka pustka i dziura po tym wszystkim, brakuje mi duszy żydowskiej wokoło mnie , nie rozumie mnie prawie nikt a ci którzy się oferują też nie rozumieją tego co ja przeżywam wogóle co też mnie zdziwiło, jedyne miejsce to tam dla mnie gdzie Eretz , Eretz Yisrael. Chyba tak, choć ja uważam że pewne miejsca i ludzi muszą i potrzebują powinny być ubaśniowione my możemy być wszyscy takimi chętnymi kanałami do tego aby to zrobić, choć jest wiele zamieszania to jednak może należałoby wyprostować to, co zostało skrzywione, uleczenie serca, serc ludzi oraz historii... historycznego aspektu tej całej sprawy.

Przed wojna w chacie moich dziadków był żydowski sklep, długo o tym nie wiedziałam, aż się dowiedziałam na koniec i różne ciekawe rzeczy, jednak najmilej wspominam w ogóle osoby żywe dzisiaj, które żyją i które poznałam jeśli chodzi o prawdziwych Żydów i które były dla mnie jak to, do czego tęskniłam, choć nie na długo niestety.

Każdy Żyd powinien docenić to, że może na lepsze zmienić to, co jest wokół niego i że ma to coś co może inni chętnie chcieliby usłyszeć albo zobaczyć czy poznać, no tu w Polsce jest ta tęsknota, ponieważ prawie wszyscy wyjechali szczególnie w 1968 roku, rok po moim urodzeniu się i myślę że to jakiś dodatkowy bodziec, by poszukać swego dziedzictwa lub tożsamości, z którą często potem miewamy trudności i problemy.

Ja kocham i miłuje wszystkich Polaków, Żydów i każdy naród i ludy i bardzo mi się to wszystko podoba jednak to, co powinniśmy robić na co dzień, to ratować innych, nie pozwolić, aby ktoś zginął, jeśli możemy coś zrobić i potrafimy coś zadziałać to jak najlepiej... taka cena, życie jest najcenniejsze, to dar od Boga, to Jego jest.

Tu jest wogóle specyficzny okręg ponieważ się przemieszawszy dosyć ściśle może polskie i żydowskie klimaty i dusze i to jest często jedno z drugim jakoś zetknięte.

Myślę że oba klimaty są jakoś znajome i Żydom i Polakom, bez uprzedzeń żyjących ale znających problemy, które są dzisiaj choć nie do końca sobie to uświadamiający. Choć w końcu to wszystko przeradza się w słowo, dawać czyli bardziej siebie dawać, dawać innym to, co się w tym i poprzez to wypracowało, nabrało, wzięło, nauczyło..


Autor: Alicja Drewnowska


Napisz komentarz

Pola oznaczone * muszą zostać wypełnione.


If you have trouble reading the code, click on the code itself to generate a new random code.