Wodzisław Śląski dawniej Loslau

Rosalia Steinitz

Tęsknię to bardzo dobre słowo, ale nie oddaje do końca tego co czuję. Mieści się w nim cała masa emocji i najczęściej wspomnień -  a ja ich nie mam. Brakuje mi wspomnień w mojej tęsknocie.

Od tak wielu lat, nie ma Żydów w moim mieście. Nie mogłem ich spotkać, a przecież powinni tutaj żyć, być sąsiadami, prowadzić sklepy, firmy, chodzić na spacery, obchodzić Szabaty i święta. Nie słyszałem nigdy śpiewów z naszej synagogi i już nie usłyszę. Gdy o tym myślę poraża mnie ta nieodwracalność historii. To jak częściowa amputacja zbiorowej świadomości.

Wodzisławscy Żydzi prawie wszyscy wyjechali po wygranym przez Polskę plebiscycie czuli, że po nim nasze miasto i Śląsk nie będzie dla nich dobrym miejscem. Sprzedawali więc często za grosze rodzinne domy i firmy w które włożyli tyle serca. Czasem sprzedaż była wymuszona siłą przez polskich sąsiadów chcących wycisnąć jak najwięcej z desperacji żydowskich rodzin. Znane są przypadki przetrzymywania Żyda w piwnicy tak długo dopóki nie podpisał „umowy kupna – sprzedaży” korzystnej dla kupującego.

Mój dziadek opowiadał mi jak policja musiała bronić Żydów przed polskimi mieszkańcami naszego miasta opętanymi endecką ideologią, dzięki Bogu nie doszło do żadnych pogromów. Zdążyli uciec nim zaczął się koszmar 1939 roku – rozproszyli się po świecie. A miejscowe gazety z dumą pisały, że Wodzisław śl. został oczyszczony z Żydów i może służyć za wzór dla innych miast. Mam nadzieje, że większa część ocalała przed holokaustem. Wiem, że nie wszyscy –  niektórzy zginęli w Auschwitz.

Co zostało po ich życiu w naszym mieście? - Ich domy, synagoga z której wymazano nawet najmniejsze ślad jej żydowskiej tożsamości – była domem powstańców śląskich, potem kinem, teraz drogerią a dla mnie wciąż jest osieroconą świątynią bez modlących się w niej ludzi. Co jeszcze zostało? - Ludzie zostali! – bezbronni, niemi, bezruchu, ojcowie, matki, babcie, ciocie, bracia, siostry - pogrzebani na „Żydo-winie” (cóż za potworną nazwę dla kirkutu wymyślili miejscowi!)

Byli zdani na łaskę – nie łaskę pamięci wodzisławskich mieszkańców, niestety nie chciano o nich pamiętać.

Nie uszanowano ich prawa do świętego spokoju – już po wojnie wyrzucono ich z ich własnych grobów, zakopano jak śmieci w wykopanym dole pod progiem ich własnego cmentarza, zalano asfaltem tak by nie został żaden ślad. Kamienne macewy znalazły nowe zastosowanie, utwardzono nimi drogi, wbudowano w fundamenty domów, z niektórych starto napisy mające na wieki upamiętniać drogiego zmarłego, dziś upamiętniają innych zmarłych na innym cmentarzu.

Myślę o nich często. O ich dzieciach, wnukach, krewnych gdzie są? co robią? Udało nam się znaleźć zaledwie kilka osób których korzenie są stąd. Odnalezienie ich było prawdziwym świętem i radością.

Odnalazła się np. Pani Joanna - mieszka w Szwajcarii. W Loslau (tak kiedyś nazywał się Wodzisław śl.) mieszkali jej przodkowie, są też tutaj pochowani. Przysłała mi zdjęcie swej babci Rosali. Jej babcia chodziła ulicami mojego miasta, być może była klientką mojego stryja w jego cukierni? Może się znali? Gdy patrzę na jej zdjęcie, w jej oczy, przeszywa mnie dreszcz – mam wrażanie, że mówią tak wiele. Stoi przede mną piękna dystyngowana starsza kobieta ze swą wnuczką – mamą Pani Joanny. Ze zdjęcia patrzy na mnie, a ja w ten wzrok mogę tylko wpisać moją tęsknotę. Wyobrażam sobie co powiedziałaby widząc nasze wspólne miasto, widząc co zostało po grobach jej krewnych, po domach jej żydowskich przyjaciół. Chyba rozumie co czuje gdy tak patrzy.

W jednym z maili Pani Joanna napisała „Trzeba się wsłuchać w ciszę, aby usłyszeć ich szepty. Jak wołają zapomniani z Loslau.” - Tylko trzeba chcieć usłyszeć.

Słysząc te wołanie przywracamy pamięć nie tylko sobie ale miastu, domom, ulicom. To nasza część odpowiedzialności za historie, nasze prawo i obowiązek by zrobić co w naszej mocy, by naprawić choć trochę jej skutki. Nie dziedziczymy winy po przodkach, ale możemy po nich odziedziczyć obojętność, możemy nabyć ją też sami.

Elie Wiesel pisał o niej tak - „ Przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść ale obojętność, przeciwieństwem sztuki nie jest brzydota, ale obojętność, przeciwieństwem wiary nie jest herezja lecz obojętność. A przeciwieństwem życia nie jest śmierć  lecz obojętność”. Dla mnie tęsknota jest przeciwieństwem obojętności, dlatego tęsknie za Żydami z mojego miasta. Za Panią Rosalią ze zdjęcia Joanny, za Georgiem Kantorowskim, który tu się urodził a potem był rabinem w Shanghaju, za urodzonym tu rabinem Jacobem Hamburger, który jako pierwszy na świecie zaczął pisać encyklopedie żydowską, za starszą panią której kawałek macewy przyniósł mi jeden z mieszkańców, za panią Katz której przodkowie wybudowali dom w którym teraz mieszkam i za tyloma ludźmi których imiona i nazwiska są teraz tylko literami w starym spisie miszkańców Loslau.


Autor: Grzegorz Meisel


Napisz komentarz

Pola oznaczone * muszą zostać wypełnione.


If you have trouble reading the code, click on the code itself to generate a new random code.
 
Vladislavia
Comment
Re: Rosalia
Komentarz:6 , śro październik 20, 2010, 10:27:30
Pisane sercem...

Mnie również zastanawia jak to było kiedyś.
Można tylko wieczorną porą usiąść na ławce w Rynku, przymróżyć oczy i wyobrazić sobie snujące się postacie byłych mieszkańców Loslau udających się do swoich przytulnych domów z czekającą w nich rodziną, ciepłą herbatą i radością w oczach...
Anonymous
Comment
Re: Rosalia
Komentarz:5 , czw marzec 25, 2010, 08:29:30
Szkoda, że tak mało w naszym mieście zostało pamiątek po Żydach. Myślę, że wiele tracimy. Niestety, widać jak łatwo wyrzucić kogoś ze swojej pamięci. Tym bardziej powinniśmy mówić, zwłaszcza młodym, o prawdziwej historii ich miasta
Kinga Kołodziejska
Comment
dziedziczenie obojętności
Komentarz:4 , śro marzec 17, 2010, 11:06:53
Tęsknota jako przeciwieństwo obojętności.
Tak, myślę, że to także moja motywacja wzięcia udziału w akcji "Tęsknię za tobą, Żydzie".
Piękny tekst.
Tylko teraz nie daje mi spokoju i wciąż świdruje w uszach sformułowanie "Żydowina"...
wodzisławianka
Comment
Re: Rosalia
Komentarz:3 , nie marzec 14, 2010, 12:16:30
wzruszyłam się ogromnie czytając Pański tekst. W prawdzie nie czuję się osobiście związana z Żydami ale rozumię tą tęsknotę. W śród starych zdjęć mojej rodziny jest też parę takich których nie potrafię zidentyfikować. Ogarnia mnie ogromny żal, przeciesz to zdjęcie zrobiono by o nim, pamiętano, tymczasem dzisiaj jest bezimienne, stalo się niemym wizerunkiem.
sylwia
Comment
Re: Rosalia
Komentarz:2 , śro marzec 10, 2010, 19:21:39
pięknie opowiedziane...smutne ogromnie
Grzegorz Meisel
Comment
zdjęcie
Komentarz:1 , wto marzec 09, 2010, 10:56:37
Zamieszczone zdjęcie nie jest zdjęciem, Rosali Steinitz, tylko rabina z żoną. Niestety tak jakoś dziwnie ułożył sie tytuł wspomnienia z wgranym zdjęciem, że można zrozumieć inaczej. Przepraszam.