Warszawa

PODAJ MI RĘCE

W rodzinie mieszkającej na warszawskiej Pradze wyróżniał się syn, którego matka nazwała "Cały Świat", a ojciec się nie sprzeciwiał, gdyż nie miał w tej sprawie zdania. W czwartym roku swego życia Cały Świat z wieszczącą werwą obwieścił wszem i wobec: "Jestem Żydem!" Z słów dziecka emanowała przekonująca siła, że nikt nie protestował. Później zdarzyło się jeszcze w jednopokojowym mieszkaniu, że Cały Świat powtórzył swą kwestię, dodając układ choreograficzny: kręcił się w kółko jak bąk, wznosił do góry falujące rączki, a potem opasał nimi biodra i plecy, jakby obejmował kogoś w tym tańcu. Przez następne lata zajął się filozofią i literaturą, głównie mistyczną.

Matka szalała za Całym Światem, który ignorował kulturowo-obyczajowe normy i zwłaszcza przy niej swobodnie rozwijał swe tożsamościowe popędy. Traktował ją za dobrze i z rozpędem, co podglądający zza firany sąsiedzi postrzeli jako niewłaściwe. Kiedy pani H. zajęta była jakąś lekturą - ich przerośnięte kąty oczu aż tak daleko nie sięgały! - zauważali, że jej syn, udając psa, brał rozbieg i z poziomu parkietu wskakiwał jej na kolana! Umoszczał się tam wygodnie całym ciałem, będąc powodem poufałej radości pomieszanej ze szczyptą bojaźni. Wśród tych z naprzeciwka taki widok wywoływał lęk, niepokój, niezdrowe emocje. Podobnie ojciec, którego Cały Świat traktował jak piernika. A z bratem? Znów błoto - tym razem rówieśnik wymęczył swoje i był przy nadziei oraz bez chęci do zabawy.

Przedziwnej urody chłopak wyrósł z Całego Świata. Jak na Żyda za jasny. Czupryna nieczęsto zaznawała grzebienia i gdyby jakiś przedmiot upuścić między te jego blond pejsy, trudno byłoby go z powrotem wyplątać. Rysy aryjskie. Oczy błękitne, rozlewne jak mazurskie jeziora, jedno mniejsze, drugie wiadomo, ale oba takie, że w spojrzeniu urywa się do nich droga i zdajesz sobie sprawę, że wiedzie też na prywatną posesję z tabliczką "Stalkerom wstęp wzbroniony! Zapomniany brat Heideggera welcome". Nos całkiem nie jak u Żyda - Cały Świat rzadko wspomina czasy, w których ojciec podawał mu klamerkę i dworował sobie z niego: "Jesteś Żydem, to przynajmniej wyglądaj jak Żyd, albo spierdalaj!" Na spierzchniętych ustach dzieciaka często pojawiał się palec, pokazujący wszystkim, że mają się uciszyć.

***

Pewnego dnia przyjechał na Pragę wróżbita i trafił do mieszkania, w którym żyła rodzina z jednym Żydem. Była akurat niedziela i matka gościła na obiedzie przyjaciółeczkę Małgorzatę. Wszyscy siedzieli przy wielkim stole, brat Całego Świata leżał na wznak. Wróżbita wniósł do pokoju dwie walizki, jedną z laptopem, drugą z z czytnikiem (jak przy kasach w Realu) oraz mały ołówek, z Ikei.

- Ooooo?! - taka była zbiorowa reakcja na jego widok. Zrobiono miejsce i pozwolono się wróżbicie rozpakować.

- Czy życzy pan sobie herbaty? - zapytała matka.

- Szanowna pani, papadupolousowej, jeśli można prosić...

- Jest schowana w specjalnej szafce w kuchni.

- Pięknie dziękuję. Cały Świat wodził oczyma za matką, która w stosunku do kolejnego gościa wykazała się taką czarującą responsywnością. Był jeszcze za młody, aby w jej wykwintnym zachowaniu wyczuć troskę. Mniej skupiała na nim uwagę, lecz byłby trochę nieszczęśliwy tylko wtedy, gdyby to skończyło się ot tak, gdyby matka i wróżbita nie wiedzieli, co mają sobie nawzajem odpowiedzieć. Jednak do tego zmierzało właśnie całe zdarzenie! Tymczasem wszystko było gotowe do wróżenia: laptop uruchomiony, ustawiony na stole tak, żeby trudno było siedzącym zaglądnąć w ekran. - Jest to pozycja pomiędzy klawiszami "6" i "7" - rzekł wróżbita i położył tam ołówek, naostrzonym grafitem do ekranu. Po lewej stronie laptopa podłączył czytnik, który przyciągał spojrzenia rodziny jak magiczna kula.

- Zamiast myszki, moi mili - wyjaśnił z uśmiechem wynalazcy. Pierwsza na czytniku położyła swą dłoń Małgorzata. Wiotka i stawiała lekki opór. Już na tej podstawie Wróżbita mógł wiele powiedzieć. Ołówek drżał, a on, na przemian spokojnie i spektakularnie, uderzał palcami w klawisze. Efektem były pojawiające się na ekranie miny, grymasy i powidoki generowane przez tajemnicze oprogramowanie laptopa. Chyba tylko on znał ich sens, dlatego oczekiwano, co powie.

- Pani czeka... - zaczął - aż się do pani zakrzyknie po angielsku i doceni się pani zmysłowy, radiowy głos...Lecz to pani jest spikerką, która niejedną ludzką istotę mogłaby zatrudnić przy mikrofonie... Nie zdążył powiedzieć reszty, gdyż Małgorzata z niesmakiem zdjęła rękę z czytnika.

- Dosyć, jeśli chodzi o mnie. Żyjemy na Pradze, a ja wolę estetkę czeskich krajobrazów niż te cyfrowe omamy. Zresztą może teraz niech pan powróży naszemu Całemu Światu.

- O tak! - przyklasnął ojciec - Jestem ciekaw. Bardzo, bardzo ciekaw, co też Wróżbita powie nam o tobie - i sam położył dłoń Całego Świata na czytniku. Matce wcale się to nie podobało. Teraz już na dobre usunęła się z krzesłem w kąt, od czasu do czasu wysyłając Małgorzacie telepatyczny znak zapytania. Tamta zza ciemnych okularów, osuwających się po jej zgrabnym nosie, odwzajemniała się podobnym. Twarz Wróżbity zdradziła pierwszą oznakę powagi. W tym przypadku zaczęło się od ołówka, który został wprawiony w silne drżenie, na co ekran natychmiast wyświetlił komunikat: Tego rodzaju rezonansów nie było jeszcze w programie do wróżenia Podobnie powidoki. Na ekranie musiało dziać się coś takiego, że zmieniły one jego wyobrażenie o pikselach. Niespodzianie laptop sie wyłączył...

Cały Świat widział teraz jak rodzinny pokój zaczął zamieniać się w namiot: ściany w płachty, rogi ścian w kołki etc. Sufit całkiem zniknął. Miejsca było jeszcze mniej niż poprzednio, a pomiędzy nim a Wróżbitą rozpostarła się siatka o grubych i nieregularnych oczach, sploty różowych łachmanów. Zapłonęła świeca, której płomień wznosił się i wesoło zatańczył.

- Co my tu mamy? - Cały Świat zapytał Wróżbitę. - Nie wiem - tamten nie mógł się nadziwić - naprawdę, nie jestem mędrcem. Wtedy jednak pogładził się wąskimi palcami po długiej brodzie i wypowiedział zaklęcie w języku angielskim:

- Can I?

- Tak, ale proszę przez prześcieradło - odparł spokojnie, pewny swojej pierwszej ważnej decyzji. I pochylił się Cały Świat plecami do parkietu tego namiotu, a prześcieradło opadło na front jego ciała. Przez cały czas wędrował za swoją matką, która pierwsza się rozdarła:

- Nie, to niemożliwe! Wiesz przecież, że to nie ja... Ja mam już swoje lata!

A on znów uniósł ręce do góry i wszyscy przeszli.


Autor: Apostołka XXI wieku


Napisz komentarz

Pola oznaczone * muszą zostać wypełnione.


If you have trouble reading the code, click on the code itself to generate a new random code.
 
Apostołka XXI wieku
Comment
ps. Aktualna wersja opowiadnia "Podaj mi ręce"
Komentarz:3 , wto marzec 02, 2010, 18:15:23
jest w komentarzu, pod opowieścią "Żyt=Bateria" http://www.tesknie.com/index.php?id=430
Apostołka XXI wieku
Comment
Re:
Komentarz:2 , wto marzec 02, 2010, 18:04:15
Dziękuję. Poszperałam. Poczytam. Próbuję odnaleźć mężczyznę w kąciku mojego zdjęcia z synagogi-basenu, mojego lektora. Tęsknię!
Mariusz Grzybowski
Comment
Poezja,proza i wózek mleczarza.
Komentarz:1 , wto marzec 02, 2010, 17:16:51
Witaj Apostołko.Czytam z zaciekawieniem Twoje wpisy,na razie nie mam na ich temat zdania.Polecam Ci lekturę "Pięcioksięgu Izaaka" Angela Wagensteina,zawsze warto uczyć się od lepszych.Pozdrawiam z sympatią.Pisz.