Białystok

W Białymstoku, wśród drobnych sklepikarzy żydowskich, istniał zwyczaj, że należało pierwszemu klientowi koniecznie coś sprzedac, bo to dobrze rokowało na cały dzień. Wykorzystywała to moja babcia Rozalia. Przyjeżdżała do swojego syna (mojego ojca), który przebywał w domu dziecka u braciszków zakonnych. Wczesnym rankiem, zabierała go pod żydowski sklepik z odzieżą czekając na otwarcie. W ten sposób biednej wdowie udawało się tanio kupic ubranie dla syna.

Od czasu okupacji hitlerowskiej nie ma już sklepików ani tych ludzi. Pozostały w archiwach Białegostoku fotografie. Druga moja babcia-Teofila, ze wsi Leśna, koło Narewki , często opowiadała o Żydzie nazywanym Igiełka.{We wsiach, wielu ludziom nadawano przydomki w zależności od tego czym się zajmowali}. Człowiek ten, dziesiątkami kilometrów wędrował pieszo po okolicznych wsiach, sprzedając igły i nici.Wszystkie zamówienia zapamiętywał bez zapisywania. Zdarzało się, że brał zapłatę w naturze: jajka, mleko, warzywa itp. Czasami zatrzymywał się na dłuższą pogawędkę. Był zwyczaj, że każdego podróżnego zatrzymywano, częstowano i wypytywano o wieści ze świata. Podczas niemieckiej okupacji wieś, w której mieszkała moja babcia, została spalona a ludnośc wysiedlona, w akcji hitlerowskiej pacyfikacji. Nie wiem niestety nic o dalszych losach komiwojażera Igiełki.


Autor: Juliusz Batura


Napisz komentarz

Pola oznaczone * muszą zostać wypełnione.


If you have trouble reading the code, click on the code itself to generate a new random code.
 
ja
Comment
Re:
Komentarz:2 , sob marzec 13, 2010, 19:39:27
idźcie do diabła, nikt za wami nie tęskni.

co bałdałej usuwamy nie prawomyślne komenty, usuwamy!!
Anonymous
Comment
Re:
Komentarz:1 , nie luty 21, 2010, 04:25:30
Drogi Juliuszu. Nie wiesz jaki los spotkal komiwojazera Igielki?
Taki sam jak 6 milionow innych.