Konstancin-Jeziorna

PRZYJAŹŃ I OBOJĘTNOŚĆ A ci wszyscy którym nikt nie pomógł, Śpią spokojnie chociaż mogliby krzyczeć. Jest tyle powodów, ile atomów strzaskanych Światów. A najgorsze co można zrobić, to o nich Pisać. Bo czy nie jest tak, że kiedy piszesz o papieżu, Sam papieżem stajesz się dla siebie? I tak Ciebie inni Zaczynają widzieć. Nawet żona z papieżem kładzie się do łóżka. Piszesz o nich i wydaje ci się, że sam jesteś sprawiedliwy, Tak może być i tak bywa. Ale jeszcze gorsze co można zrobić, to o nich zapomnieć. Zjeść jajko. Obrać jabłko. Sprawdzić pocztę. Ziemia nawet nie chce ich pamiętać, ludzie pamiętają zawsze coś innego. Pożar w Wólce Kosowskiej. Rodzina zamordowana w Strzegomiu. Wyniki kolejki żużlowej Albo piłkarskiej CBA aresztuje polityków Politycy dymisjonują CBA Wciąż brak obwodnicy PKB rośnie Ocaleni szkalują, że Polacy zabili małą dziewczynkę. Polacy stroszą się. My? Jak to my? A nas tyle zginęło, Od początku do końca wojny na froncie, w maju czterdziestego piątego Byliśmy czwartą armią świata sprzymierzonych A te sprzedajne alianckie interesowne anglosaskie kurwy nie zaprosiły nas na defiladę zwycięstwa żeby tylko nie drażnić ruskich którym zaraz potem nas sprzedały współpraca anglo-amerykańska english-american cooperation cwanych realistów zawsze grających tylko na siebie bez najmniejszego gestu świętości bez gestu wojna to chłodna gra interesów trzeba ją wygrać niekoniecznie najmniejszym kosztem, ale z pewnością najmniejszym kosztem własnym i to też nie dlatego ? śmiem twierdzić ? że liczba ofiar jak najmniejsza jest ważna lecz że ważny jest wynik wyborów. Ci realiści i inne skurwysyny z paryskich kafejek Oni chętnie by nas ocenili I oceniają bez wahania Wydają wyroki Nienawidząc swoich czarnych Podpalających samochody Obcych Bo obcych z nich zrobiono jak szmaty do podłogi ich używając Wycierając ich twarzami francuskie kible Pełne francuskiego gówna Zobacz jakie mają twarze w metrze ci czarni To niewolnicy Francuscy niewolnicy Kto by za nich oddał jeden wieczór w knajpie Albo jedno dymanie kochanki O życiu nie wspominam Nawet wstyd Ale my jesteśmy pouczani Przez sytych i zadowolonych Którzy nigdy nie byli niesyci Pozbawieni dachu Dachu! Być bez dachu nad głową zastanów się nad tym Masz dach, prawda Bez dachu nad głową i bez ciepłej pościeli A oni zawsze mieli w co pierdzieć w środku nocy I zwijać się w kłębek moraliści W każdym razie, Ocaleni plują, że Polacy siedzieli bezpiecznie w swych domach Podczas gdy starsi bracia w wierze dobijali się do ich drzwi Lecz im nie otworzono Chętniej dolewano sobie w cieple bezpiecznego aryjskiego mieszkania gorącej herbaty z marmoladąz buraków bo cukru to już nawet Polacy nie mieli z każdym łykiem ginęli na ulicy żydzi I dalej Polacy: My? Dziewczynkę byśmy zabili? Przecież Powstanie Warszawskie. I ofiary w miliony idące od pierwszego Do ostatniego dnia wojny. A pierwszy dzień wojny to nie 22 czerwca 1941 albo 7 grudnia 1941 tylko dużo wcześniej nie będę przypominał od czego wikipedia stroszą się Polacy, Takie samo nasze cierpienie jak wasze, żydowskie. Nie wywyższajcie się, Bo zawsze wam się wydaje że lepsi jesteście, Żydki. Żydki jedne. Polakożercy! A kto wam pozwolił tu mieszkać setki lat? Tysiąc lat? Że aż Wisła do was w jidysz mówiła, Tak wam było tu dobrze Przyznajcie chociaż że dobrze wam było Przyznajcie chociaż to Że mogliście tu mieszkać i nie nauczyć się nawet naszego języka Nas gospodarzy I mimo to można było całe życie dobrze przeżyć Czy to nie świadczy o czymś A jeśli świadczy to właściwie o czym Niemcy by na to nigdy nie pozwolili za dużo w nich struktury A my na luzie Albo zwyczajne fleje A z Niemcami co? Przebaczyliście im i zbrataliście się. Zbrataliście? Kupili was. Wagonami słali sztaby złota i dolary, tymi samymi wagonami a wam nie przeszkadzało i nawet chętniej mieszkaliście po wojnie w Niemczech niż w waszym zamienionym w kirkut Po-lin jak gdybyśmy to my wszystko a nie oni, to boli wierzcie, boli naprawdę, i zaraz wytykacie kielce, że tylu zginęło, boli jeszcze bardziej, możecie jeszcze dorzucić jedwabne I tę dziewczynkę I wiele wiele innych dziewczynek Chłopców Kobiet i mężczyzn Starców i staruszek Opuszczonych Pozostawionych Bez pomocy Albo zadźganych widłami wydanych Niemcom na śmierć za nagrodę lub też Bezinteresownie żeby tylko na świecie Jednego Żyda Mniej Było Na chwałę Pana W tę i z powrotem trwają przemowy głuchych. A tamci, Którym nikt nie pomógł, Śpią. Czy byłeś kiedyś w dupie? A ty ? byłaś? W takiej totalnej, totalnej dupie? Kiedy stoisz w kuchni, Twoja wylękniona twarz odbija się w oknie a strach chwyta za serce Zimną ręką. I spróbuj sobie wytłumaczyć, że na wszystko trzeba patrzeć z dystansem. Że z perspektywy odległych planet nasze problemy są naprawdę niczym. Malutkie? Twoja twarz w odbiciu. Te oczy, twoje oczy bez wyjścia. I wtedy dzwoni telefon. Odbierasz. Jasne, pomogę. Nie ma sprawy. Przyjaciel. Pomocna dłoń. Doświadczyliście tego kiedyś? Doświadczacie teraz? Pomocna dłoń. Boże, dzięki! Dzięki! Tymczasem miliony opuszczonych i zapomnianych. Tkwią w ogrodach i lasach. Przyczajeni. A przecież para z ust leci, mimo że dopiero połowa października, nad ranem będzie przymrozek. Chowasz się za zbawiennymi drzwiami domu, piec grzeje wesoło spalając gaz, nawet nie myślisz że zbawienny - Jaki masz problem z tym wszystkim, synu? - Tyle cierpienia na naszej ziemi, ojcze. - To nie nasza wina, nie daj sobie tego wmówić. - Nie myślę o winie, myślę o nich. O ich cierpieniu, które przecież było prawdziwe i osobowe, a oni prawdziwi i osobowi. I tożsami z nami. Tożsami! - To bardzo szlachetne z twojej strony, synu. I oto stoję przed Wami, szlachetny. I Wy szlachetni, zapewne, bo dać schronienie matkom i małym dzieciom i osłabionym wyziębionym starcom to obowiązek chrześcijanina i wszyscy tak bardzo byśmy pomogli gdyby zaszła potrzeba. Nie cofnęlibyśmy się. A może? Bo ta pomoc życie kosztuje. Za szklankę wody życie. Za kawałek suchara życie. Za jeden grosz życie. Za metr kwadratowy podłogi na czterech też życie. Za wszystko życie. Chcemy żyć! Może więc cofnęlibyśmy się, bo chcemy żyć. Normalne. Ludzkie! A może sprzedalibyśmy ich, bo to nie-ludzie? Inni. Inaczej mówią. Inaczej się modlą. Inaczej wyglądają. Inaczej się ubierają. Inaczej pachną. Śmierdzą! Plują na kapliczki, ukradkiem. Spójrz, ulicą Chmielną idą Cyganie. Grube baby w chustach, chudzi faceci w kapeluszach, z papierosami które palą i patelniami które sprzedają. Baby wróżą, kiedyś koledze powróżyły i przepadły mu pieniądze na samolot do Austrii, nawet nie wiadomo kiedy. A teraz zaproś ich do domu. W dodatku wyrok śmierci za to. Na Ciebie, rodzinę, sąsiadów. Także na tę małoletnią Julcię, który uśmiecha się do Ciebie na schodach i jest szansa, że? Głośne baby cygańskie w kolorowych strojach, nie daj Bóg jeszcze przeklną, więc przemykasz się obok. Obcy. Pierdoleni obcy! Pomóc? Schować? Przechować? Latami wynosić kubły z nieczystościami tak, żeby wścibski dozorca nie zorientował się, że kup i sików jest trzy razy tyle co mieszkańców twojego dwupokojowego mieszkania (oni siedzą we czwórkę za przepierzeniem w klatce 2x3). Latami dawać im jeść, gotować, obierać, robić zakupy. A słyszałeś o tych którzy zginęli niosąc pomoc? Czterdzieści twardych, ciekawa i pouczająca książka w której często historia szlachetnych ludzi nie kończy się pojednaniem nad drzewkiem w Yad Vashem lecz obojętnością ocalonych, zagładą pomagających i ich rodzin bez żadnej wdzięczności i pamięci Bez pamięci i wdzięczności Ale oto jesteśmy, szlachetni i współcześni. Ciekawe kto z nas pierwszy sfajdałby się w majtki ze strachu? Kto pierwszy może ja bo nie jestem zbyt odważny. Urodziłem się do demokracji i cywilizacji. A najgorsze, że to prawda. A tę małą chłopi naprawdę zatłukli. Jak ci, co to widzieli, ci żydzi, mogli potem patrzeć bez nienawiści? Złe szybsze ma nogi niż dobre. Poza tym, ilu jeszcze ci chłopi zatłukli w intymnej ciemności swoich i cudzych obejść, wśród niespokojnych oddechów i westchnień żywego inwentarza który zawsze czuje nadchodzący czas rzezi A dobrzy wstydzą się. Że uratowali. Bo wtedy inni pomyślą, że obłowili się na tym ratowaniu. A Żydzi uratowani czasem nie pamiętają nic. Nie chcą pamiętać. I wtedy żadne Yad Vashem, dobrze jeśli paczka z pomarańczami Raz na rok, świątecznie dojdzie ku radości dzieci i zażenowaniu dorosłych Że ta bieda taka, ta nędza komunistyczna i prl-owska, Za wszystkie nasze cierpienia jeszcze nędza i niewola. Patrz, Irena Sendler. Uratowała dwa i pół tysiąca żydowskich dzieci. Przypomniano sobie o niej pięćdziesiąt lat po wojnie. I nie byli to żydzi przez nią ocaleni co przypomnieli Lecz amerykańskie Dzieci Z małego miasteczka Niech Bóg im błogosławi Oraz ich nauczycielowi God Bless You To właśnie siła Ameryki, że takie coś może się zdarzyć i dzieci sztukę napiszą i wystawią na której popłacze się cały świat i która wskrzesi panią Irenę Chciałem tylko o jednym napisać, ale o jednym się nie da. Bo tu miliony wątków i każdy najważniejszy. Na kim skończyć i kogo pominąć, jak ich wszystkich zobaczyć ale najgorszy jest ten październikowy chłód niespodziewany, ta zima wczesnojesienna, to dopiero połowa dziesiątego miesiąca roku chrześcijańskiego, to miała być złota polska jesień ale zesrało się jest zimno i oni w nocy w lesie marzną, wyziębiają się, chorują, dzieci mrą im jak muchy ale zanim umrą cierpią a jeszcze bardziej cierpią ich mamy te matki kochające te mamusie przytulające szlochające ci ojcowie tatkowie najdrożsi szorstką ręką przytulający mocno wyziębione ciałka wszystko by oddali ale nikt nie chce niczego a może oni niczego już nie mają tylko miłość ale co ta miłość może tylko cierpieć Patrzą Żydki z lasu na nasze domy oświetlone i ogrzane, gdzie kubek mleka i kaszę gorącą można dostać, można też kulkę w łeb jeżeli Żyd i Niemiec zejdą się naraz w jednym polskim domu, już Niemiec będzie wiedział co robić ? o, najmocniej przepraszam, nazista ? i wtedy tracisz wszystko a nie jest to przecież Monopoly ani nie są to szachy heksagonalne Boże jak ja tchórz bym wtedy tchórzył gorejących oczu unikał byle tylko zejść im z drogi i znaleźć się w ciepłej przestrzeni własnego domu już i bez żydów niebezpiecznego a co dopiero z żydami wtedy to samobójstwo dzieciobójstwo matkobójstwo nie każdy rodzi się bohaterem nie każdy rodzi się chrześcijaninem Jestem! Jestem! Chciałoby się krzyknąć i wskazać im drogę do domu, Jak zimno musi być Wam po całej nocy w lesie Chociaż chwilę o tym pomyśleć może to ważne Ale nie, ty mi pierdolisz o współczesnych problemach całe to pieprzenie egotyczne na sukces nastawione niedowartościowane wrażliwe brandzlerskie w ładnych ciuchach z ładnymi włosami od fryzjera! raybany na nosie chłodna samotność demaskatorzy współczesności bogowie! a tu zmarznięte nogi tamtych ich kiszki pokręcone dupy zestrachane oczy gorejące że ciebie nie pokręci a my chrześcijanie mamy wytłumaczenie nas też mordują i za nawet mrugnięcie w intencji pomocy rozwalają przy ścianie na oczach rodziny najważniejszej komórki społecznej nawet dzieckiem mogą się zamachnąć o ścianę twoim dzieckiem oczywiście jeśli to ty pomagałeś obcym którzy tylko w jidysz potrafią zaszwargotać oczami błysnąć i brylantem żebyś pomógł zapłacą wszystkim byle mogli żyć życie jest piękne i chce się żyć dlatego chcą płacić a ty pozwalasz im płacić a potem idziesz do niemców niemcy idą do ciebie zabierają żydków ty zostajesz z brylantem na całą resztę życia swojego ocalonego wzbogaconego ich gorejące oczy nie istnieją a może to nie ty? ale ktoś zawsze ktoś to nie był nikt to ktoś z nas wejdź na polonica.net dowiesz się nie, to nie z nas ludzie mówisz to jakieś straszne skurwysyny musiały robić a ty skąd wiesz kim jesteś ktoś musiał nimi być skoro oni byli nawet księża nawoływali do grzechu chociaż trzeba też oddać sprawiedliwość przedwojenni antysemici w czas wojny pomagali żydom wiedząc że antysemityzm to nie to samo co hitleryzm i że o co innego chodziło o walkę ale w obrębie reguł w ringu społeczeństwa o walkę a nie o zagładę i że ludźmi jesteśmy wszyscy szlachetne stwierdzenie jak na tak nieludzki czas ale zostawmy szmalcowników i antysemitów nie wrzucając ich broń boże do jednego garnka niech się smażą tylko ci co naprawdę winni wedle własnego uznania jak na spowiedzi po prostu zostawmy ich przyjrzyjmy się sobie naszej obojętności naszemu strachowi ich panice że wszystko zaraz się skończy skończy się życie jeśli nikt nie pomoże nie pomaga nikt jest las zimno ciemno krew gęstnieje puste brzuchy wołają jeść nawet dla dzieci nic nie ma nie ma nic nawet dla dzieci głodnych dzieci własnych dzieci burczą brzuszki małym kotkom nawet thomas merton mógłby się głośno spowiadać gdzie właściwie był gdy oni marzli pod drzewem pisał i papież niech powie jak grube były dywany watykańskie po których przechadzał się w złotych pantoflach zatroskany najgorsze o tym zacząć pisać nie można skończyć liczba ofiar nieograniczona liczba ofiar nieograniczona nieograniczona liczba ofiar zresztą sam spróbuj oddać tę chłodną przymrozkową noc, twoje dzieci w letnich ubraniach drżące coraz bardziej bez życia podobnie jak ty sam, i może to dobrze może najlepsze co można zrobić to umrzeć kiedy nie ma już drogi do domu bo nie ma już żadnego domu, nie ma jednej jedynej ludzkiej duszy. Szumi las, a ty idź do swoich spraw.


Autor: sieradz


Napisz komentarz

Pola oznaczone * muszą zostać wypełnione.


If you have trouble reading the code, click on the code itself to generate a new random code.
 
Blanka Batura
Comment
Dziękuję
Komentarz:5 , sob luty 20, 2010, 17:26:53
Dziękuję Panie Adamie. Przekazuję tekst dalej, innym.
betlej
Comment
Betlej
Komentarz:4 , sob styczeń 30, 2010, 16:44:24
Do pana Adama: dziękuję za tę wspaniałą refleksję i wspomnienie. Czy mógłbym Pana prosić, by opublikował Pan je raz jeszcze na głównej stronie Wspomnień, a nie jako komentarz do postu Roberta? Będzie ono wtedy bardziej wyeksponowane. Móglby pan wtedy także dodać zdjęcia. Oczywiście, mogę to zrobić za Pana, ale wtedy już nic więcej nie dodam, nie zredaguję. Pozdrawiam.
Adam Zyszczyk
Comment
Jeziorna - miasto widmo
Komentarz:3 , sob styczeń 30, 2010, 15:57:16
W dwudziestoleciu międzywojennym prawie połowę ludności (choć różne źródła mówią różnie) tej podwarszawskiej wsi stanowili Żydzi. Dziś nie ma po nich praktycznie żadnego śladu, a okoliczni mieszkańcy niewiele chcą mówić na ten temat.
Trudno też doszukać się czegoś więcej w publikacjach, tylko kilka suchych faktów. Tak, jakby nigdy tu nie mieszkali konkretni ludzie, opisuje się ich bezosobowo niczym spis majątku.
Pozostały strzępy informacji w różnych książkach, kilka drewnianych chałup (z roku na rok coraz mniej) oraz mykwa. Prawdopodobnie za kilkanaście lat nie pozostanie już żaden ślad.
Chciałbym wspomnieć kilku tutejszych Żydów, których udało mi się wyłapać z literatury.
?Dziś nazwa oficjalna brzmi ?Konstancin-Jeziorna?, ale wtedy rozgraniczenie było zdecydowane, a rzeczka Jeziorka vel Jezioranka stanowiła granicę naturalną. Kręcąc ?tędy i owędy? ? tu akurat wyraźnie odcina wytworny (ongiś) Konstancin od Jeziorny, typowego dla tamtych czasów żydowskiego miasteczka. Nawet pachniało tam inaczej? Właśnie typowo, jak w skupisku żydowskiej biedoty. Z Jeziorny znałam już parę osób. ?Bułczarkę?, która w niedzielne rana, do śniadania, przynosiła, w wielkim koszu, świeżutkie, chrupiące pieczywo. Rozgadana i głośna, każdą kajzerkę zachwalała osobno, jako rarytas. Nie wiem, czy naprawdę tak się nazywała, ale mówiliśmy o niej ? Chajka. W Jeziornie pierwszy raz byłam u zegarmistrza. Ten nazywał się Zamojski. Wysoki, z długą, szeroką, siwą brodą. Zaskoczyła mnie ilość i różnorodność zegarków, zgromadzonych jednocześnie w jednym pomieszczeniu? Wziąwszy nasz budzik do reperacji, Zamojski dał w zamian na ten czas inny, któryś z tych, co były u niego. Z Jeziorny pochodziły dwie siostry Mendlówny, domokrążczynie, handlujące towarami łokciowymi (a przy okazji bielizną, pasmanterią itp.). Swój sklepik nosiły w tobołach, na plecach. Ale my nie byliśmy ich klientkami, kupowałyśmy u pani Dobowej, takiej samej krążącej handlarki. (?) Pani Dobowa mieszkała oczywiście w Jeziornie. Handlowała materiałami łokciowymi, a także gotowymi wyrobami, jak pończochy czy bielizna. Te właśnie towary zawierał jej tobół. Mąż także z nimi chadzał. Był małomówny, również wysoki i cienki. Niektórzy przezywali go ?Bocianem?, ale do niego zwracano się oczywiście ?panie Doba? ? a on uśmiechał się zawsze przy tym wąskimi wargami? Wcale bowiem nie nazywali się Dobowie. Na nazwisko mieli Paryscy, a ona na imię Taube. Przez pięć dni tygodnia pani Dobowa obchodziła całą okolicę, wszędzie zjawiając się w ustalonym dniu. Wiedziała wszystko o wszystkich, ale była dyskretna, przede wszystkim troszcząca się o swój handel. (?) zginęła w tragicznym getcie warszawskim. (?)
Mosiek (?) był bardzo wysoki (a może po prostu ja byłam bardzo mała) i chudy. Z rękawów obszernego, długiego chałata wystawały kościste dłonie o palcach sękatych jak stare korzenie, chałat zaś był brudny i pachniał brzydko. Na głowie Mosiek miał typową ? ponoć tylko przez Żydów warszawskich (warszawskich okolice) noszoną ? sukienną czapkę z małym daszkiem, a na nogach ogromne buty z szerokimi cholewami, które opadały harmonią i telepały się luźno przy każdym kroku. Broda Mośka była długa, spiczasta i siwa, ale, w przeciwieństwie do śnieżnobiałej zegarmistrza Zamojskiego, tak brudna, że niewiele się odcinała od jego chałata.?
Katarzyna Witwicka ? Opowiadania konstancińskie.

?Mosje Koza byl sklepikarzem w Jeziornie. Miał malutki sklepik naprzeciwko łaźni, tuż przy drodze nad pastwiskiem, koło Jeziorki. Miał tez żonę Ruchle, córkę Gitle i dwóch młodszych synków. Mojse Koza wziął w pacht osadę fabryczną i żaden inny Żyd z Jeziorny w sferę jego interesów nie lazł. Sam Mojsie rzadko przychodził do osady. Siedział w sklepiku jak generał w swoim sztabie. Mojsie Koza był dla nas niemal starcem, a miał przecież niewiele ponad czterdziestkę. Chodził po sklepiku w jarmułce, spod której wyłaziły zmierzwione, prawie
siwe włosy, łączące sie z takąż brodą. Ponad wydatnym nosem - szparki oczu z zaczerwienionymi powiekami. Czarne cajgowe spodnie; podwiązane paskiem na chudym brzuchu, a nad nimi kamizelka włożona na flanelowa koszule. Na jego twarzy stale był grymas bólu. Chorował na piersi i brzuch ? jak mówił czasem ludziom. U Mojsiego kupowaliśmy haczyki na ryby. Po jeden haczyk przychodziło nieraz dwóch albo i trzech budrysów, długo wybierali, płacili za jeden czy dwa" a zawsze znalazł sie jeszcze jeden albo nawet i dwa - nie wiadomo skąd! Ot, przyczepiły sie do ręki. Stary Mojsie wiedział o tych, praktykach, ale machał ręką na półgroszową stratę, wiedział, ze Ruchla na mamusi takiego klienta w jakis sposób odbije sobie te stratę. Jego żona Ruchla przychodziła często do osady. Chodziła od mieszkania do mieszkania ze swoim wielkim tobołem pełnym różnego rodzaju towarów. Miała perkaliki i czesucze, woalki, cajg, manchester, wełnę, 'popeline, jedwab, a nawet wstążki, nici, igły i koronki. Pamiętam, jak przychodziła do ciotki Staszki. Była wysoka, chuda, nosiła czarna perukę, która się jej zawsze przekręcała, gdy, zdejmowała z pleców swój tobół. Zza rozpiętej, brudnawej' bluzki widać pyl o zapadniętą pierś, a na niej wisiał na grubej tasiemce piter z pieniędzmi. Chudymi palcami żylastych rąk liczyła uważnie każdy pieniążek chowany do owego pitra. Chodziła kołysząc sie jak kaczka na swoich zmęczonych, platfusowatych nogach: Gdy siadała na krześle, zrzucał rzydeptane kapcie i z wyrazem ulgi poruszała stopami dużymi palcami u nóg. Mówiła po polsku z żydowskim akcentem, tak ze mało kto ja rozumiał, było to "połcwierci" polskiego, a reszta żydowski. Wystarczyło jej jednak tej umiejętności, by mogła handlować. Jeśli nie było czegoś w jej tobole, to miała to w sklepie i za dwa dni przynosiła zadany towar: i płótno, i batyst, i jedwab, i trykotyne, i cajg na ubranie dla męża do fabryki, i na ubranko dla chłopca, i na sukienkę dla córki. O pieniądze nigdy sie Ruchla nie bala. Jak nie było od razu, to ona poczeka do wypłaty, byle tylko było git! Gitla, jej córka, która miała jakieś trzynascie-czternascie lat i była naprawdę ładną dziewczyna, zjawiała sie w osadzie tylko w niedziele po poludniu. Przychodziła z ładnie uczesanymi kasztanowymi włosami, w jasnej kolorowej sukience i białym fartuszku, z dużym wiklinowym koszem z pałąkiem. W koszu miała pestki z dyni, białe, dobrze wysuszone, lekko podpalone. Szklanka pestek kosztowała dwadzieścia groszy, pól szklanki -dziesiątkę. Gitla siadała z koszem zawsze przed naszm domem. Miała duże ładne oczy, takie, jakie sie widzi na portretach z Fajum, i sobolowe brwi. Podobała sie chłopakom, próbowali do niej zagadywać, ale Gitla nie była rozmowna. Nie widziałem tez, żeby sie uśmiechała. Czasem tylko na jej twarzy pojawiało sie cos, co można było uznać za cień uśmiechu. Latem przychodziła z lodami, towarzyszył jej wtedy młodszy od niej o pare lat, brat Mordka. Po sprzedaniu lodów blaszana bańkę płukała pod studnią, wkładała do drewnianego kubełka i z zadowoleniem patrzyła na Mordke ? ?Ciebie teraz będzie letko nieść te bańki?. Z Jeziorny do fabryki było prawie dwa kilometry, Gitla dźwigała na plecach bańkę z lodami, ważącą około dziesięciu kilo. Ale puste już naczynie zarzucał sobie na plecy Mordka i wracali oboje do Jeziorny. Mordka, chłopak może o rok od nas starszy, był wysoki, chudy, rudy, a na czubku głowy nosił czarną jarmułkę. Chodził tak, jak my na bosaka, ale nigdy sie z nami nie bawił, nie grał w piłkę, w mońce, nie biegał za kółkiem,' nie umiał pływać. On musiał - jak czasem sam mówił - "myt tatełe geszeftu pilnować, mądre książki czytać". Teraz, gdy w fabryce był strajk i ludziom żyło się coraz gorzej, Mojsie Koza kazał Ruchli handlować z fabrycznymi "na borg" i nawet ceny obniżył. Był to odruch przyjaźni dla -ludzi potrzebujących, dla ludzi, którzy znaleźli sie w biedzie. Można to także nazwać kupiecką rzetelnością, ale przecież rzetelnością.?
Zdzisław Kaliciński ?O starówce, Pradze i Ciepokach?

Tak, nie wstydzę się tego powiedzieć ? TĘSKNIĘ ZA WAMI! Tęsknię za społecznością, która tworzyła tutejsze okolice, stanowiła o ich tożsamości, a którą wojna mi tak bestialsko zabrała i nie pozostawiła po niej śladu. Proszę ? mieszkańcy Konstancina, Konstancinka, Jeziorny i okolic o wspomnienia i wszelkie informacje, jakie możecie posiadać na temat naszej społeczności żydowskiej. Słyszałem różne ?plotki? o mogile zamordowanych Żydów w lesie w okolicach Obór, o getcie które stworzyli Niemcy na terenie wsi Cieciszew.. to są tylko ?plotki?, ale w każdej plotce jest ziarno prawdy a ja staram się do niej dotrzeć. Tak więc jeśli również coś słyszeliście o historii ?naszych? Żydów? napiszcie do mnie na adres adam_zysz@op.pl
Za wszelkie informacje będę ogromnie wdzięczny. Nie zapominajmy o nich, bo jak mówią ?dotąd umarłych wieczność trwa, dokąd pamięcią się im płaci?.
Adam Z.
Betlej
Comment
Wspaniały
Komentarz:2 , czw styczeń 28, 2010, 00:07:38
Wspaniały jest ten wiersz poemat. Wiem, że autor jest w posiadaniu manuskryptu swojej niewydanej jeszcze książki. Jestem jej bardzo ciekawy.
Ewa Teleżyńska
Comment
Konstancin-Jeziorna
Komentarz:1 , śro styczeń 27, 2010, 23:07:57
Dziękuję. To jest właśnie to wszystko, co ja myślę. Tylko nie umiem tak pięknie napisać. Cała ta akcja, pomysł to jest coś wspaniałego. Nareszcie! Jak dobrze, że są w Polsce ludzie, którzy też tak myślą. Czytam codzienne tę stronę i myślę, że wreszcie zaczynamy przepracowywać tę traumę - bo to jest również nasza, polska sprawa. Bycie świadkiem - obojętnym, niechętnym, pomagającym, donoszącym, wydającym, zbrodniczym - nie jest rzeczą obojętną, lecz zawsze pozostawia ślady. Stawia pytania, z którymi trzeba się zmierzyć. Cieszę się - i ma nadzieję - że nadszedł na to czas.