Kleczew

nieznani

Ich prochy spoczywają w dołach, w lesie Krążel.

Mój dziadek, Szymon Gościniak, mieszkał w Goraninie gm. Ślesin. Tam mieszkała moja matka, Salomea.

Dziadek przez wiele lat mieszkał i pracował we Francji. Znał dobrze język francuski i niemiecki. Goranin znajdował się blisko Kleczewa. W związku z tym, dziadek - rolnik, swoje płody rolne, nabiał, jaja i zwierzęta sprzedawał w Kleczewie. Handlował z Żydami z Kleczewa. Znał świat, znał ludzi, miał normalne podejście do ludzi, które odnosiło się do Żydów.

Po wybuchu II Wojny Światowej dziadek Szymon w dalszym ciągu utrzymywał kontakty z Żydami z Kleczewa. Pomagał im, na tyle ile mógł. Teren pozwalał na to, żeby Żydzi w nocy mogli przedostać się w okolice naszego domu. Dziadek zostawiał im żywność w stogu słomy za budynkami gospodarskimi. Prawdopodobnie pod koniec 1941 r. Żydzi z Kleczewa zostali wywiezieni do getta wiejskiego w okolicach Zagórowa. Do dziadka stamtąd przyszli dwukrotnie po żywność dwaj żydzi pochodzący z Kleczewa. Będąc ostatni raz powiedzieli, że przyniosą coś, co dziadek przechowa im na czas po wojnie.

Do tego tematu udało mi się tylko tyle ustalić, że Żydzi nie mieli przynieść coś do dziadka, tylko dziadek wozem zaprzęgniętym w konia, miał pojechać gdzieś (może w okolice Kleczewa) i to coś miał przywieźć do swojego domu. Ta podróż zaprzęgiem nigdy się nie odbyła, bo oni więcej nie przyszli... Prawdopodobnie ich prochy spoczywają w dołach, w lesie Krążel.

Moja mama Salomea przypomina sobie, że jak w czasie wojny przyszli do naszego domu Żydzi, to uprosili moją babcię Marię, żeby oddała im ostatni chleb i duży kawał słoniny. Babcia miała im zwrócić uwagę, że nie jedzą nic ze świni, a oni na to: "Żeby tylko takie coś było do jedzenia". Taka ciekawostka - słonina suszyła się na kominie wewnątrz mieszkania.

Dziadek Szymon pożyczał pieniądze Jakubowi Bagno (Żyd z Kleczewa) na rozbudowę sklepu. Inny Żyd o nazwisku Tobek (może imię) skupował w Goraninie skórki. Robił to w niefortunny dzień, bo w niedzielę i był szykanowany przez mieszkańców. Niektórzy dopuszczali się, szczucia go psem. Takie to były wtedy czasy.

Przed II Wojną Światową właścicielem folwarku w Goraninie był Żyd o nazwisku Jakub Wolman. To właśnie od niego mój dziadek kupił ziemię. Wolman sprzedawał działki, gdyż musiał spłacić swoje siostry: Helenę i Annę. Czy kogoś więcej, tego nie udało mi się ustalić. W trakcie wojny Wolmanowie przebywali w Warszawie, dokąd w listach wysyłał im pieniądze Ławniczak (wcześniej był zarządcą w ich majątku).

W Kleczewie przed wojną mieszkało około 880 Żydów. Przeżyła tylko Hanna Zakrzewska, która wyszła za mąż za Polaka Jana Zakrzewskiego. Ukrywali się na terenie Polski. Ona przeszła na katolicyzm. Po wojnie była fundatorką dwóch pomników, na mogiłach pomordowanych Żydów w lesie Krążel. Pomniki stoją do dzisiaj. Niestety Hanna Zakrzewska zmarła kilka lat temu. Wiem, że Liceum Ogólnokształcące w Kleczewie woj. wielkopolskie organizowało konkursy na temat Żydów mieszkających w regionie konińskim. Uczniowie startowali w konkursach o tej tematyce i odnosili znaczące sukcesy.

 


Autor: Henryk Szczepankiewicz


Napisz komentarz

Pola oznaczone * muszą zostać wypełnione.


If you have trouble reading the code, click on the code itself to generate a new random code.
 
Henryk Szczepankiewicz
Comment
Las Krążel
Komentarz:1 , wto maj 17, 2011, 17:58:29
W dniu 14.05.2011 r. członkowie stowarzyszenia Akcja Konin udali się na cmentarz do lasu Krążel, gdzie spożywa około 3000 Żydów, których zamordowali hitlerowcy. Członkowie stowarzyszenia poświęcili dwie godziny, na uporządkowanie terenu, wyczyszczenie obelisków. Na koniec akcji porządkowania miejsca pamięci narodowej, oddaliśmy cześć pomordowanym kładąc kamienie na obeliskach i zapalając znicz. Cześć ich pamięci.