Częstochowa

Żydami częstochowskimi

Co ja wiem o getcie, co ja wiem o śmierci siedząc w fotelu przeznaczonym dla żywych?

Nikt już jabłek do getta nie nosił nikt już jabłek w getcie nie kupował z dnia na dzień ciała spadały w dół.

Tadeusz Różewicz.

Dwa doły.

Wydaje mi się, że nie mam prawa o tym pisać. Co ja wiem o getcie, co ja wiem o śmierci siedząc w fotelu przeznaczonym dla żywych?

* * *

Dzień pierwszy

Babcia opiera się o swoją kozetkę i patrzy daleko, daleko w przeszłość.

- Rozstrzelano ich na Starym Rynku. Jeden chciał uciec, wdrapać się na taki dom... no wiesz, tam gdzie jest strych, ale go ściągnęli, zabili... Zapisuję niedbale to, co mówi babcia. - Na ulicy Kawiej wykopali doły - ciągnie dalej - Niemcy wykopali i wrzucili ich ciała, zasypali wapnem. - Gdzie babciu? - Na Kawiej Kawia... to blisko. Dzwonię do przyjaciółki. - Przyjeżdżaj, czeka na nas pewien obowiązek.

* * *

Bo to jest ślepa uliczka/Uliczka jak szklana kula/Bo to jest uliczka bez rąk

Tadeusz Różewicz

Tak, to jest uliczka bez rąk! A na pewno była taka 22 września 1942 roku. Bo gdyby miała ręce, nie wypuściłaby tych ludzi, nie pozwoliłaby ich zabrać. Ślepa? Wtedy pewnie tak, ale dziś - jestem tego pewna - każdego ranka otwiera oczy i spogląda na wrzesień 1942 roku. Tu jest inaczej, nie tak PRL-owsko jak na mojej ulicy. Gdyby przejechała teraz furmanka pełna Żydów odzianych w chałaty, nie byłabym zdziwiona. Obskurne, niskie kamienice wciąż tu stoją. Niektóre nawet są zamieszkałe, inne pozbawione okien i dachów skazują mnie na pewien rodzaj niepokoju. - Niczego tu nie widzę - mówi Jolka - Ja widzę - odpowiadam zlękniona.

kawia 2

Tak długo chodzę/Pod ścianami/Bo myślę/Że zgubię siebie

Tadeusz Różewicz

Błądzimy ponad godzinę. Czyżby nie było nawet kamienia upamiętniającego tą straszliwą rzeź? Decydujemy się wejść do jednej z kamienic. Na klatce schodowej uderza mnie odór stęchlizny. Drewniane poręcze i gładkie stopnie schodów służące kilku pokoleniom obrosły w przeszłość. Przesuwam dłonią po ścianie pokrytej deseniem i nie muszę starać się, by czuć coś ponad ciekawość. Wtedy też tak to wyglądało. Oto drugi plan starej fotografii, pierwszego już nie ma. Puk, puk. Cisza. Puk, puk. Zgrzyt otwieranego zamka, skrzypnięcie drzwi i jakiś mężczyzna wyglądający zza nich. Odnoszę wrażenie, że to jedna z tych osób, która zapytana o godzinę odpowiada, że na lewo... - Dzień dobry. Chciałybyśmy się zapytać, gdzie jest tutaj to żydowskie miejsce pamięci? - Co?! Jakie Żydy?! - Bo tu kiedyś było getto - tłumaczę niepewnie - Szukamy miejsca pamięci... Mężczyzna wybałusza oczy i podnosi głos: - A won mi stąd! Żydy! Drzwi zamykają się z trzaskiem. Wchodzimy wyżej badając dłońmi wszystkie zakamarki, jakby to ich zadaniem było zapamiętywanie i odczuwanie. Nikt nie jest w stanie udzielić nam żadnych informacji. Nic tu po nas. Podwórko wita nas upałem. Mam ochotę usiąść w cieniu, dopiero co wywieszonego przez wysokiego pana prania. Patrzę, jak Jola podchodzi do mężczyzny i recytuje naszą formułkę. Ku mojemu zaskoczeniu otrzymuje wreszcie odpowiedź! - ... nowy czerwony bank - udaje mi się dosłyszeć - a naprzeciwko jest sklep, tam jest taka pani, zapytajcie u niej. - Dziękujemy!

Sklepik jest mały i zwyczajny. Na schodach siedzi kot, którego Jolcia na wszelką cenę chce pogłaskać. Ciężarna kicia jeży się i odsuwa. Mam wrażenie, że ona - wychowanica tej ulicy - wie o niej więcej niż ktokolwiek z nas. Wchodzimy do sklepu. Ekspedientka oszczędzam nam nużącego już "dzień dobry". - Kotka jest dzika. Nie pozwala się głaskać, bito ją. - Tak w ogóle to chciałyśmy się dowiedzieć o tym masowym mordzie Żydów... - A wy dziewczyny skąd o tym wiecie? - Babcia mi mówiła, mieszkała tu niedaleko. Powiedziała coś, co nas tu przygnało. - Dobrze, że jesteście. O takich rzeczach należy pamiętać. - Ale tu nie ma nawet żadnej tablicy! - wybucha nagle Jolka. - Ależ nie, są dwa nagrobki, po drugiej stronie ulicy. - W tych ogródkach? Tam? - pytam zaskoczona. - Miasto pamięta o tym miejscu. Co miesiąc wysyła ludzi, którzy tam sprzątają i koszą trawę. Wycieczka nawet tu była, ze trzy autokary zjechały. Pewnie Żydzi chcieli uczcić swoich zmarłych. Macie szczęście, bo dziś można tam wejść. Kiedyś furtki były otwarte, ale dzieciaki, jak to dzieciaki - biegały, urządzały zabawy... no i antysemici... Szkoda słów. Do sklepu wchodzi klient. Szybko kupujemy wodę mineralną i jeszcze szybciej wychodzimy.

* * *

kawia 1

 

MASOWY GRÓB ŻYDÓW OFIAR HITERYZMU 22 IX 1942 CZEŚĆ ICH PAMIĘCI

Czytam te słowa i wiem, że powinnam czuć się tak, jak na każdym innym cmentarzu, ale mimo to zamiast nagrobka widzę coś zupełnie innego. Widzę dół i wiem, że niedaleko jest drugi. Powoli zsuwam się do niego, zamykam oczy i zmieniam się w kogoś trochę innego. Nie wiem jeszcze, że zmieniam się na zawsze.

Nasze pomniki są dwuznaczne mają kształt dołu

Tadeusz Różewicz

Dzień drugi i następne

Budzę się ze starannie wbitą do głowy decyzją, że dziś tam wrócę, staram się zebrać w sobie i przemyśleć sprawę "moich Żydów" do końca. Jak to się zaczęło? Tata pyta o wczorajszą wyprawę na ulicę Kawią. - Było... strasznie. Pytania mnożą się w mojej głowie. - Poszperam trochę w pracy, może coś znajdę na ten temat. Niewiele tego będzie, ale zawsze coś - mówi tata. - Dlaczego niewiele? - Dlatego, ponieważ niewiele zostało. Po południu tata przynosi książkę Jana Pietrzykowskiego "W obliczu śmierci", a w niej kilka niewyraźnych zdjęć i tylko dziesięć kartek o zagładzie częstochowskiego getta. To rzeczywiście niewiele.

* * *

kawia

Ponownie siedzimy przed nagrobkiem. - Że tak mało ludzi o tym wie - wzdycha Jola - Nawet ci z okolicy. Wiesz, pozbieram trochę stokrotek, dla tych zmarłych... Idę za przyjaciółką i napełniam kieszenie kamykami. Ułożę z nich wielkie serce. Gotowe. Jola dekoruje je kwiatami. - Wiesz Kasiu, gdyby wymordowano w tym miejscu Polaków, stałby tu kilkumetrowy obelisk. Rozumiem, że to nie o to chodzi, ale powiedz mi, dlaczego odnoszę wrażenie, że nikt o tym miejscu nie pamięta. Odchodzimy od grobów, by pospacerować po ulicy, pogadać. Rozglądam się wokół i widzę zarośnięte chwastami podwórko. W głębi stoi dom, wyraźnie popada w ruinę, a brak okien wskazuje, że od dawna nie jest zamieszkany. Bez słowa skręcam w tę stronę i z każdym krokiem cofam się w przeszłość.

Wodzę oczami/Płyną chmury nad domem, w którym życie moje schodzi/ Czarne warcząc, przewalają się nad ziemią/Jasne przemijają jakby ich nie było/Wrastam w życie coraz głębiej i szerzej nietrwały, wodzę oczami za chmurami i mocniej kocham ziemię deptaną ludzkimi stopam.

Tadeusz Różewicz

- Jolu, dowiedziałam się z książki jak hitlerowcy przygotowali "ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej". Otóż szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, nijaki Heydrich nakazał koncentrację Żydów w dużych miastach tworzących węzły kolejowe. Sięgam do notatek i czytam co napisał ten człowiek:

Należy odróżnić: 1. ostateczny cel, który wymaga dłuższego czasu 2. od etapów prowadzących do ostatecznego celu, które będą realizowane w krótkich terminach. Planowane posunięcia wymagają najgruntowniejszego przygotowania, tak pod względem technicznym, jak i gospodarczym.

W Częstochowie getto powstało 9 kwietnia 1941 roku, ale już w 1939 hitlerowcy poczynili pierwsze kroki mające na celu wyodrębnienie ludności żydowskiej z ogółu mieszkańców miasta. Już w święta Bożego Narodzenia, 25 grudnia usiłowano wznieść w mieście rozruchy antyżydowskie. Niemieccy prowokatorzy podburzali ludność polską przeciwko Żydom. Prowokowane zajścia miały stanowić osłonę, pod którą hitlerowcy zamierzali w tym dniu przeprowadzić zaplanowaną akcję. Miało nią być spalenie Synagogi i Synagoga spłonęła wieczorem 25 grudnia. Mimo misternych przygotowań nikt nie miał wątpliwości, kto za tym stoi, chociaż usiłowano obarczyć winą Polaków i Żydów. Zaraz po świętach w miejscowej gadzinówce ukazało się ogłoszenie urzędowe dr Wendlera o treści następującej:

Z powodu zajść w dniu 25 grudnia 1939 roku wieczorem, zarządzam co następuje: 1. Czas przebywania na ulicach dla wszystkich Żydów miasta Częstochowy dozwolony jest do godziny 18-tej wieczorem, dla ludności polskiej do godziny 19-stej. Czas zakazany kończy się o godzinie 6-tej rano. Kto poza powyższymi godzinami bezprawnie będzie przebywać na ulicach i placach, zostanie aresztowany i ukarany grzywną w nieograniczonej wysokości, albo więzieniem do 6-ciu miesięcy. 2. Z natychmiastową mocą obowiązującą zakazany jest wyszynk alkoholu we wszystkich zakładach oraz sprzedaż alkoholu w każdej postaci ludności polskiej i żydowskiej w Częstochowie. Wszelkie wykroczenia przeciwko zarządzeniu będą karane grzywną w nieograniczonej wysokości, więzieniem albo jedną z kar i odebraniem koncesji.

- To był początek gehenny częstochowskich Żydów. Musieli nosić na ramieniu biała opaskę z niebieską gwiazdą, a za nieprzestrzeganie tego przepisu zamykano ich w więzieniu - głową wskazuję kierunek dzielnicy Zawodzie - Wszystkie ich zakłady rzemieślnicze, przemysłowe i handlowe musiały mieć ten sam znak. Potem zaczęto wydawać przepustki zezwalające na opuszczenie getta. Dostawanie ich za czasem stawało się coraz trudniejsze, za nielegalne przebywanie poza gettem groziła kara śmierci. - A w ogóle jak duże było getto? - pyta Jola. Kucam na ziemi i patykiem rysuję kilak ulic. - Patrz, getto rozciągało się wokół Placu Daszyńskiego, Starego Rynku i Rynku Warszawskiego. Od strony zachodniej granicą były tory kolejowe, od wschodniej rzeka Warta, od północnej nasza zapomniana Kawia, Kiedrzyńska i Jaskrowska, a od południa Fabryczna, Narutowicza i Strażacka. - Rany, to przecież ogromny obszar. Ilu ludzi musiało tam mieszkać? - Tysiące. Granic strzegli policjanci żydowscy, a Polakom mówiono, że w getcie panują choroby zakaźne i tym sposobem ich odstraszano.

Czuję jak przeszłość ponownie wślizguje się do mojej głowy.

Lipiec 1942 - kontrola zatrudnienia. Na Starym Rynku i Placu Daszyńskiego skoncentrowano mężczyzn w wieku od 16 do 60 lat. Wstępna selekcja. Zgromadzony tłum mężczyzn - opowiada członek Rady Starszych Samuel Kac - posegregowano na grupy, w zależności od tego, gdzie kto pracował. Tych zaś, którzy nie byli urzędowo zatrudnieni w wyznaczonych przez Niemców palcówkach, w liczbie około tysiąca osób, zamknięto w budynku fabryki "Metalurgia". Warunki pobytu w tym budynku były szczególnie ciężkie. Zamknięci w brudnych halach fabrycznych, przeciekających wodą, Żydzi byli zmuszeni do załatwiania na miejscu swoich potrzeb fizjologicznych. Ja tam byłem i naocznie mogłem się przekonać, w jakich warunkach znajdowali się zatrzymani, gdyż z ramienia Żydowskiej Rady Starszych poszedłem tam z komisją lekarską. Po kilku dniach zatrzymanych zwolniono.

plan getta czestochowa

Czuję strach, ale jakiś inny. Tragediom przyszłości można jakoś zapobiec, ale to już się stało. Ojcowie i synowie, ich zlęknione oczy. Widzę ich w kapeluszach, myckach, chałatach. Słyszę ten przyspieszony oddech.

Przełykam ślinę. - Usiądźmy Jolu na tych schodach. Opowiem ci jak to było. 21 września Żydzi świętowali Jom Kipur, czyli Sądny Dzień. Założę się, że hitlerowcy celowo wybrali tę datę. Całą akcją kierował Paul Degenhardt. Niemcy uderzyli nad ranem 22 września. Terenem operacyjnym stały się: ulica Kawia, Wilsona, Garncarska, Krótka, Garibaldiego, Rynek Warszawski oraz częściowo ulica Nadrzeczna. Pod kolbami karabinów wypędzano ludzi z mieszkań, piwnic i komórek, gdzie szukali schronienia; wszystkich bez wyjątku - mężczyzn, kobiety i dzieci. Opornych zabijano na miejscu. Wielu ludzi zgromadzono na ulicy Krótkiej, tam odbyła się wstępna selekcja - jedni na lewo, drudzy na prawo. Znaczyło to śmierć albo obóz, bądź niewolniczą pracę w Hasagu - niemieckim koncernie zbrojeniowym. Odrywano matki od dzieci, mężów od żon. W tym pierwszym dniu "wysiedlenia" zabito około 2000 osób. Zabijano nawet matki wraz z noworodkami. Wymordowano 188 pensjonariuszy domu starców. Zwłoki grzebano przy ulicy Kawiej.

* * *

Leżę pod kocem i staram się zrozumieć, co przeżyłam w ciągu tych dwóch dni spędzonych nad dwoma dołami, co przeżyłam w ciągu wielu następnych, gdy przybywało książek, zdjęć i rozmów. Zrozumiałam, że sprawa ulicy Kawiej to dopiero początek. Nie chodzi o zrozumienie czegokolwiek, chociaż na początku tego chciałam, ale o pamięć i próbę zasypania dołu, który otworzył się we mnie, a którego irracjonalna obecność uświadomiła mi, że jestem częścią tego wszystkiego.

------------------------------------

Zdjęcia autorstwa Piotra Berghofa pochodzą ze stronyhttp://my.opera.com/Berghof_Peter/blog/.


Autor: Katarzyna Zwolska


Napisz komentarz

Pola oznaczone * muszą zostać wypełnione.


If you have trouble reading the code, click on the code itself to generate a new random code.